Dlaczego wybrałem hostel zamiast hotelu na służbowej podróży

Prowadzę małą firmę doradczą od siedmiu lat. W zeszłym roku musiałem pojechać do Warszawy na trzydniowe spotkania z klientem. Budżet był napięty – nie chciałem wydawać połowy przychodu z kontraktu na nocleg. Zwykle rezerwowałem sieciówki za 350–400 zł za dobę. Tym razem postanowiłem spróbować czegoś innego. Znalazłem hostel, który kosztował 120 zł za noc, oferował prywatny pokój i miał świetne opinie. Pomyślałem: sprawdzę, czy to w ogóle działa w biznesowym kontekście.

Wybrałem pitstop-hostel.pl – mały obiekt położony dziesięć minut pieszo od Pałacu Kultury. Lokalizacja była kluczowa, bo klient miał biuro na Chmielnej. Zamiast 25 minut dojazdu z hotelu na obrzeżach, miałem pięć minut spacerem. To pierwsza lekcja: czas to pieniądz, a hostel w centrum oszczędza go więcej, niż myślisz.

Prywatność nie jest droższa, tylko inaczej zaprojektowana

Bałem się, że w hostelu nie będę miał gdzie spokojnie popracować wieczorem. W recepcji powiedziano mi, że na piętrze jest cicha strefa z biurkiem i lampką. Siedziałem tam dwie godziny, przygotowując prezentację. Nikt nie hałasował, wi-fi działało bez zarzutu. W hotelu za 400 zł dostałbym to samo, ale zapłaciłbym trzy razy więcej. Porównałem później rachunki: za trzy noce w hostelu wydałem 360 zł, w hotelu byłoby 1200 zł. Różnica 840 zł – to koszt biletu lotniczego na kolejne zlecenie.

Śniadanie w hostelu to nie strata, tylko odkrycie

W cenie noclegu było podstawowe śniadanie: kawa, chleb, masło, dżem, ser i płatki. Nie spodziewałem się wielkiego bufetu. Ale okazało się, że właściciel dogadał się z lokalną piekarnią – dostawali świeże bułki przed ósmą. Zjadłem szybko, wypiłem kawę i wyszedłem. W hotelu za śniadanie płaciłbym dodatkowe 40–50 zł. Licząc trzy dni, to 120–150 zł oszczędności. W hostelu jadłem z ludźmi z różnych krajów – jeden z nich był inżynierem z Włoch, który też przyjechał służbowo. Wymieniliśmy się kontaktami. To nie zdarza się w hotelowej jadalni, gdzie każdy siedzi sam.

Obsługa zna gości, nie tylko rezerwacje

W drugim dniu okazało się, że potrzebuję wydrukować dokumenty. Recepcjonistka od razu zaprowadziła mnie do małego biura z drukarką. Zrobiła to bez dodatkowej opłaty. W hotelu często każą iść do centrum biznesowego i płacić 2 zł za stronę. W małym hostelu ludzie pracują bardziej elastycznie. Właściciel, z którym rozmawiałem przy kawie, powiedział, że 40% ich gości stanowią teraz osoby podróżujące służbowo. Przystosowali więc strefy do pracy, a nie tylko do imprez. To dowód, że rynek się zmienia – a hostel potrafi się dostosować szybciej niż duża sieć.

Cisza nocna to mit, ale umowa działa

Bałem się, że w hostelu będzie głośno i nie wyśpię się przed ważnym spotkaniem. Okazało się, że na moim piętrze obowiązywała zasada wyciszenia po 22:00. W pokoju prywatnym, z zamkniętymi drzwiami, nie słyszałem praktycznie nic. W drugą noc ktoś wrócił późno i rozmawiał na korytarzu – ale to samo zdarza się w hotelach, tylko że tam nie ma dyskusji z sąsiadami. W hostelu gość po prostu przeprosił i poszedł spać. Sprawdziłem też opinie: 92% gości ocenia ciszę nocną pozytywnie. To nie jest miejsce dla hulaków, tylko dla podróżnych, którzy potrzebują odpoczynku.

Liczby nie kłamią – hostel wygrywa na czysto

Podsumowałem całą podróż. Noclegi: 360 zł. Dojazd z dworca: 0 zł (hostel jest 300 metrów od Dworca Centralnego). Śniadania: 0 zł extra. Wydruki: 0 zł. Kawa za barem: 3 zł (w hotelu kawa w lobby kosztuje 12 zł). Łącznie wydałem 363 zł na trzy dni. W hotelu z podobną lokalizacją zapłaciłbym za sam pokój co najmniej 900 zł, plus śniadania 150 zł, plus parking 50 zł dziennie (nie miałem auta, ale liczę, gdyby ktoś jechał). Różnica to ponad 700 zł. Oszczędność, którą przeznaczyłem na doposażenie swojego biura w nowy monitor. Dla małego przedsiębiorcy każda złotówka ma znaczenie. Od tamtej pory, gdy tylko jadę do miasta, gdzie jest hostel z dobrymi opiniami i prywatnymi pokojami, rezerwuję właśnie tam. Nie czuję się gorszy – czuję się mądrzejszy finansowo.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.